Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

Draymond Green: Nie mam konfliktu z LeBronem

NBA | 30.07.2016 10:15

Draymond Green potrafi porządnie zaleźć za skórę, co do tego nie ma najmniejszych możliwości. Ale choć w finałach z równowagi wyprowadzić udało mu się nawet LeBrona Jamesa, to upiera się, że nie ma między nimi zwady.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Koszykarz Golden State Warriors słynie z nieczystych zagrywek i licznych prowokacji. Green to wulkan energii, która w dużej mierze sprawiła, że jest teraz w takim a nie innym miejscu. Miewa jednak momenty, w których nie jest w stanie nad nią zapanować, czego konsekwencją są częste nieporozumienia z rywalami.

Do takiej sytuacji doszło chociażby w jednym z meczów w finale Konferencji Zachodniej przeciwko Oklahoma City Thunder, kiedy przy walce o piłkę – rzekomo niechcący – kopnął Stevena Adamsa w krocze. Podobne wydarzenie miało miejsce także z udziałem LeBrona Jamesa, już w finałach. W samej końcówce czwartego starcia obaj gracze twardo walczyli o pozycję i w pewnym momencie Green wylądował na parkiecie. Kiedy się podnosił, między nim a Jamesem doszło do spięcia.

Lider Cavs, co rzadko mu się zdarza, stracił panowanie nad sobą i podszedł do przeciwnika, aby przekazać mu kilka mocnych słów. Na powtórce można jednak zobaczyć, że w momencie podnoszenia się z boiska Green zamaszystym ruchem próbował (z pewnością znów nieumyślnie) uderzyć LeBrona ręką w okolice genitaliów. W dodatku po spotkaniu James miał zdradzić Chrisowi Broussardowi z ESPN, że gracz Warriors nazwał go d****ą i tak naprawdę dopiero to wyprowadziło go z równowagi.

Green został ukarany kolejnym przewinieniem niesportowym i w konsekwencji został zawieszony na mecz nr 5, co miało ogromny wpływ na przebieg serii. To właśnie od piątej potyczki w Oakland, w której zabrakło podkoszowego, Cavaliers rozpoczęli historyczny powrót ze stanu 1:3 i ostatecznie zdobyli tytuł.

Po finałach Draymond winę na porażkę wziął na siebie, ale nie uważa też, aby zrobił coś złego. – Wielu ludzi próbuje tak stawiać sprawę, że pomiędzy LeBronem a mną jest jakiś konflikt. Więc wszem i wobec ogłaszam, że nie, nie ma żadnego konfliktu – tłumaczył się we wtorkowym wywiadzie dla portalu DraftKings. – Z LeBronem mam przyjacielskie stosunki. Jesteśmy partnerami biznesowymi. Niemniej, kiedy wchodzę na boisko, idę wprost na niego. I kiedy on wchodzi na boisko, idzie na mnie. To jest gra, w którą obaj gramy.

Na pewno jest w tym sporo racji. Wybryki Greena są teraz często piętnowane w mediach, ale w czasach, które wielu fanów NBA tak bardzo gloryfikuje, czyli szalonych latach 90., tzw. trash talkingu czy różnego rodzaju prowokacji było całe mnóstwo, a przodowały w nich największe gwiazdy ligi jak Michael Jordan czy Larry Bird. Nie mówiąc już nawet o skandalistach pokroju Dennisa Rodmana.

- Co się dzieje na boisku, zostaje na boisku. Poza tym ostatecznie walczyliśmy o mistrzostwo. Różne rzeczy będą się dziać, bo w grę wchodzą ogromne emocje, mnóstwo włożonej w to ciężkiej pracy. I zrobisz wszystko, co jest w twojej mocy, aby tylko wygrać – te słowa mogą brzmieć nieco banalnie, ale my jako wytłumaczenie wspomnianych, kontrowersyjnych sytuacji z udziałem Draymonda Greena jesteśmy w stanie je kupić. Ostatecznie na koniec dnia, potrafił pokazać klasę. Po przegranych finałach podszedł do Jamesa i pogratulował sukcesu, na który tak długo czekał. Tylko tych przyrodzeń trochę szkoda.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons

Amerykanie znów gromią, ale z kłopotami

Świat | 30.07.2016 10:04

Mecz towarzyski z reprezentacją Wenezueli Amerykanie wygrali wysoko 80:45, jednak tym razem brakowało im skuteczności i musieli solidnie popracować w defensywie.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Podopieczni trenera Nestora Garcii zaskoczyli publiczność zgromadzoną w hali United Center w Chicago i zaliczając w pierwszej kwarcie serię punktową 10:1, wyszli nawet na prowadzenie 10:8. Po raz jedyny i ostatni, ale trzeba im to oddać. 12 z 18 pierwszych punktów swojej drużyny (w sumie 14 w całym meczu) zdobył kuzyn Kobe Bryanta, John Cox, o którym wspominaliśmy przy okazji omawiania reprezentacji Wenezueli w kontekście zbliżających się igrzysk olimpijskich.

W wykonaniu Amerykanów był to najgorszy z dotychczas rozegranych meczów kontrolnych. Całkowicie siadła im skuteczność. W pierwszej połowie trafili raptem 12 z 40 wszystkich rzutów z gry, z czego tylko 2 z 18 z dystansu. W ogóle w całym meczu żadnej kwarty nie wygrali różnicą większą niż 10 „oczek”. – Jestem wdzięczny za taki mecz, ponieważ nie chcesz, żeby po prostu trafiali 17 trójek i nie musieli się przemęczać. Dziś wieczorem musieliśmy bardzo ciężko popracować – mówił po meczu trener Mike Krzyzewski.

I rzeczywiście to dzięki dobrej defensywie kadra USA zdołała wygrać ten mecz tak przekonująco. Poczynania rywali ograniczyli do niespełna 24-procentowej skuteczności z gry. Sami w drugiej kwarcie zdobyli 16 punktów, ale jednocześnie grającym bez Greivisa Vasqueza Wenezuelczykom pozwolili tylko na 6.

Amerykanie po prostu wykorzystali swój atletyzm i przewagę warunków fizycznych, które w konfrontacji z zespołami kalibru Wenezueli zawsze będą stanowić dla nich plan awaryjny. W obronie mogą tak naprawdę zamieniać krycie na wszystkich pozycjach, a i tak przy możliwościach rywali zawsze będą na wygranej pozycji.

Piątkowy sparing powinien być jednak dla nich przestrogą. W Rio nie będzie serii do czterech zwycięstw. Będą pojedyncze mecze i w starciu z lepszymi ekipami nie można sobie pozwolić na przestoje. Tacy Hiszpanie będą przecież tylko czekać na podobną niemoc strzelecką.

Wracając do spotkania z Wenezuelą, w obozie USA najwięcej punktów, po 13, zdobyli Kyrie Irving i Klay Thompson, którzy jako jedyni zaliczyli tego dnia celny rzut z dystansu (pierwszy jeden, drugi trzy). Na największe pochwały zasługują jednak środkowi. Choć statystyki mogą tego nie oddawać, DeMarcus Cousins i DeAndre Jordan bezapelacyjnie zdominowali strefę podkoszową i znacznie przyczynili się do stłamszenia ofensywy rywala.

To nie był ładny mecz w wykonaniu faworytów do olimpijskiego złota. Udowodnili jednak, że nawet kiedy im nie idzie, i tak funkcjonują na zupełnie innym poziomie niż reszta świata. Przed wyjazdem do Brazylii będą mieli jeszcze jedną okazję, aby się poprawić. W nocy z poniedziałku na wtorek o godz. 2:00 polskiego czasu w hali Toyota Center w Houston w ostatnim meczu kontrolnym zmierzą się z reprezentacją Nigerii.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Wpadka kadry do lat 18 na inaugurację mistrzostw

Kadra | 29.07.2016 19:16

Drużyna Andrzeja Kierlewicza chce awansować do Dywizji A, tymczasem po porażce 72:76 z Węgrami, margines błędu wyraźnie się zmniejszył.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Nie tak to miało wyglądać. Oczywiście, przykład Islandii, która niedawno wywalczyła awans do Dywizji A w mistrzostwach Europy do lat 20 pokazuje, że w koszykówce młodzieżowej zdarzają się niespodzianki i nikogo nie można lekceważyć. Ale jednak wszyscy spodziewaliśmy się, że pierwszy mecz z Węgrami w Skopje zakończy się wygraną Polaków. To się jednak nie udało, o zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc w grupie, co da awans do ćwierćfinału, trzeba będzie mocno walczyć.

Do przerwy, dzięki wygranej 24:14 drugiej kwarcie, Polacy prowadzili 43:32 i można było mieć nadzieję, że w drugiej połowie będą kontrolować wynik. Niestety - po wyrównanej trzeciej części, w czwartej odwróciła się sytuacja z drugiej: Węgrzy ograli Polaków aż 24:12. W całym meczu zwyciężyli 76:72.

Najwięcej, 18 punktów dla Polski, zdobył Dominik Wilczek, a 14 i 8 zbiórek dodał Adrian Bogucki. 12 punktów rzucił Mateusz Szczypiński, ale strzelec zawiódł, bo miał tylko 3/12 z gry. Nieskuteczny był też rozgrywający Jakub Kobel, który miał 9 punktów i 6 asyst, ale też 5 strat i tylko 1/6 z gry.

W sobotę Polacy zagrają z Bułgarią, a potem z Cyprem, Macedonią oraz Irlandią. Jeśli zajmą jedno z dwóch pierwszych miejsc w grupie, w piątek zagrają w ćwierćfinale. Aby awansować do Dywizji A, muszą znaleźć się w najlepszej trójce turnieju.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>
 

Stelmet i Polfarmex bez licencji - problemy mistrza Polski

PLK | 29.07.2016 18:38

Kluby z Zielonej Góry i Kutna mają 7 dni na złożenie odwołania do Komisji Odwoławczej PZKosz. Jeśli nie przyniosą one skutku, PLK będzie liczyć 15 drużyn.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Problemy Stelmetu nie są zaskoczeniem - wiadomo, że mistrzowie Polski mieli opóźnienia w płatnościach w stosunku do koszykarzy w minionym sezonie, a także, że nie uregulowali wszystkich zobowiązań zasądzonych wyrokami BAT. Prezes klubu z Zielonej Góry, Janusz Jasiński, wielokrotnie zapewniał, że długi ureguluje, ale najwyraźniej na razie nie udało się uregulować wszystkich.

Stelmet opublikował na swojej stronie treść uzasadnienia odmowy przyznania licencji, którą otrzymał od ligi. Napisano w nim, że przyczyną są dwa uchybienia w przedłożonej dokumentacji - braki rozliczeń z Christianem Eyengą i Jure Laliciem. Liga napisała też w uzasadnieniu, że w związku z niedostarczeniem do ligi zgody PZKosz na udział w rozgrywkach nieuznawanych przez FIBA Europe, jest podstawa do pozbawienia Stlemetu licencji klubowej wydawanej przez PZKosz.

Stelmet we własnym oświadczeniu informuje natomiast, że rozliczenie z Laliciem do ligi dostarczył, a w sporze z Eyengą zamierza wstąpić na drogę sądową, o czym ligę informował. Klub z Zielonej Góry wyraża też nadzieję, że "brak odmowy przyznania licencji na występy w Tauron Basket Lidze nie wiąże się ze sporem pomiędzy FIBA Europe a zarządcą rozgrywek Euroligi i EuroCup i naciskami na grę w FIBA Lidze Mistrzów."

Stelmet zapowiada skorzystanie z możliwości odwołania się do Komisji Odwoławczej PZKosz.

Bardziej zaskakujący jest natomiast brak licencji dla Polfarmeksu, który wydawał się klubem skromnym, skrojonym na miarę możliwości średniego miasta, ale też z rozsądnymi ambicjami i zarządzaniem. Najwyraźniej jednak klub z Kutna też nie rozliczył się - czyli nie spłacił lub nie podpisał ugód - z koszykarzami. Lub przynajmniej nie wszystkimi.

Teraz Stelmet i Polfarmex mają 7 dni na złożenie odwołania do Komisji Odwoławczej PZKosz. Jeśli nie zostanie ono uznane, PLK będzie liczyć w przyszłym sezonie 15 zespołów.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>
 

Naszym zdaniem

Rio: Australia - Patty Mills chce złota

Świat | 29.07.2016 11:04

Prawie połowa drużyny na co dzień gra w NBA, a dwóch koszykarzy z tej ligi brakuje. Australia może być na igrzyskach trudnym rywalem dla faworytów.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Po co jadą? - Jedziemy do Rio nie tylko po to, by w turnieju zagrać, tylko by spróbować wygrać złoto. Rozumiemy, jak trudny do zrealizowania jest ten cel, ale wierzymy w siebie nawzajem - powiedział mówi rozgrywający Patty Mills z San Antonio Spurs. Australijczycy nigdy nie zdobyli jeszcze medalu olimpijskiego, w latach 1988, 1996 oraz 2000 zajmowali na igrzyskach czwarte miejsca.

Ostatnie cztery lata: 7. miejsce na igrzyskach w Londynie (bilans 3-3), 1/8 finału i 12. miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii (bilans 3-3), dwukrotne mistrzostwo Oceanii w latach 2013 i 2015 (zwycięskie dwumecze z Nową Zelandią).

Gwiazda: Patty Mills. Zmiennik Tony’ego Parkera w Spurs, w kadrze bywa liderem - także punktowym. Mało tego - Mills był najlepszym strzelcem całych igrzysk w Londynie, zdobywał wtedy po 21.2 punktu na mecz. Bardzo możliwe, że w Rio będzie miał podobną rolę i osiągnięcia.

Uwaga na: Joe Ingles. Wszechstronny obwodowy Utah Jazz ma 203 cm wzrostu i może pełnić w drużynie różne role. W NBA nie jest zbytnio wykorzystywany, w reprezentacji jest człowiekiem od wszystkiego. Na igrzyskach w Londynie zdobywał po 15 punktów, 5.0 zbiórki oraz 4.2 asysty, w MŚ przed dwoma lat - 11.4 punktu, 3.2 zbiórki oraz 3.4 asysty.

Brakujący element: Przede wszystkim - Ben Simmons, który powiedział, że przed debiutem w NBA woli się skoncentrować tylko i wyłącznie na przygotowaniach w USA z Sixers. Ale w Australii nie zagra też rozgrywający Dante Exum z Utah Jazz, który nie chce przyspieszać powrotu po kontuzji.

Skład - rozgrywający: Patty Mills, Matthew Dellavedova, Damian Martin; rzucający: Chris Goulding, Kevin Lisch; niscy skrzydłowi: Joe Ingles, Ryan Broekhoff; wysocy skrzydłowi: Brock Motum, Cameron Bairstow; środkowi: David Andersen, Aron Baynes, Andrew Bogut; trener: Andrej Lemanis.

Typ PolskiKosz.pl: ćwierćfinał. Australijczycy zajmą czwarte miejsce w grupie A (za USA, Francją, Serbią, a przed Wenezuelą i Chinami). Jeśli tak się stanie, to natrafią na zwycięzcę grupy B i, ktokolwiek by nim nie był, faworytem jednak nie będą. Choć będą też jednym z najbardziej niebezpiecznych zespołów spośród tych, na których raczej nikt nie stawia.

Terminarz grupy A:
6 sierpnia: Australia - Francja, Chiny - USA, Wenezuela - Serbia
8 sierpnia: Serbia - Australia, USA - Wenezuela, Francja - Chiny
10 sierpnia: Francja - Serbia, Australia - USA, Wenezuela - Chiny
12 sierpnia: Chiny - Australia, USA - Serbia, Francja - Wenezuela
14 sierpnia: USA - Francja, Australia - Wenezuela, Serbia - Chiny

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki

Cleveland Cavaliers 2016/17 – Dan Gilbert musi sięgnąć do kieszeni

NBA | 29.07.2016 09:59

Wreszcie zdobyli upragniony tytuł, ale żeby utrzymać zespół w ryzach, muszą teraz liczyć się z dodatkowymi wydatkami. Z dwóch zawodników zdążyli już zrezygnować.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Najważniejsza zmiana:

Choć w zespole mistrzów NBA zmiany zaszły niewielkie, to strata Matthew Dellavedovy na pewno ich zabolała. Australijski obrońca znał swoje miejsce i za drużynę gotów był pójść w ogień, ale trudno było oczekiwać, że odrzuci pieniądze, które mogą zapewnić mu dostatek do końca życia. Przystał więc na ofertę Bucks opiewającą na 38,4 mln USD płatnych w 4 lata, której Cavs nie byli w stanie wyrównać.

Ze składu odszedł również Timofiej Mozgow, który jako jeden z pierwszych wolnych agentów tego lata, podpisał kontrakt z Lakers. Obrońcom tytułu Rosjanin na pewno by się przydał, ale od czasu dołączenia do drużyny Channinga Frye’a, trener Tyronn Lue częściej korzystał z niższego ustawienia i dla Mozgowa zaczęło już po prostu brakować miejsca w rotacji.

W jego miejsce sprowadzono weterana Chrisa Andersena, który będzie Cavaliers kosztował niecały milion dolarów. Ciekawym wzmocnieniem powinien być natomiast przejęty z Chicago Mike Dunleavy. Tak więc, jak widać, do kosmetycznych zmian w szeregach „Kawalerzystów” doszło na poziomie zadaniowców.

Jego będziemy oglądać:

Kyrie Irving – rozgrywający w marcu skończył dopiero 24 lata i najlepsze granie ma jeszcze przed sobą. Swój pierwszy tytuł mistrzowski zdobył stosunkowo szybko, biorąc pod uwagę fakt, ile czekać musiał chociażby LeBron James. A póki obaj grają dla tej samej drużyny, co roku regularnie bić się będą o kolejny.

Przez kontuzję rozgrywki 2015/16 rozpoczął z opóźnieniem i przez większość czasu wyraźnie odstawał od Jamesa. Szczytową formę złapał jednak w najbardziej odpowiednim momencie. W fazie play-off notował już średnio 25,2 pkt. (27,1 pkt. w finałach) przy 44-procentowej skuteczności z dystansu.

Bez niego Cavs nie zdołaliby wrócić w serii z Warriors i nie chodzi tu oczywiście tylko o ten ostatni rzut, którym przypieczętował wielkie zwycięstwo. To była tylko smakowita wisienka na okazałym torcie. Aż strach pomyśleć, jaki poziom może osiągnąć, jeśli nadal będzie się rozwijał.

Nie uwierzycie, ale…

LeBron James wciąż pozostaje wolnym agentem. Podobnie jak J.R. Smith. Fani drużyny ze stanu Ohio nie mają się jednak czego obawiać. „Król” już podczas mistrzowskiej parady obiecał, że zostanie. Miał też już powiadomić działaczy, że podpisze nową umowę. Nie sprecyzował tylko kiedy.

Tajemnicą poliszynela jest, że w Cleveland to MVP ostatnich finałów dyktuje warunki. Może wziąć kolejne krótkie zobowiązanie z opcją na sezon 2017/18 lub od razu związać się z Cavs na 5 lat i zgarnąć maksymalne pieniądze. Dan Gilbert, właściciel klubu, będzie musiał mu zapłacić, a w jego przypadku kwota za jeden sezon może już nawet przekroczyć 30 milionów zielonych. LBJ najprawdopodobniej wybierze tę pierwszą opcję. Po pierwsze, dlatego, że za rok na stole będzie jeszcze większa kasa. Po drugie, bo jak to on, na razie pewnie będzie chciał jeszcze zostawić sobie furtkę i obserwować działania kierownictwa.

Czemu wstrzymuje się z parafowaniem nowego kontraktu? Można się jedynie domyślać, że czeka na dopełnienie przez klub formalności z J.R. Smithem. Obrońca Cavs w zeszłym roku zgodził się na mniejsze pieniądze i teraz, po sezonie, w którym trafiał 40% trójek (43% w play-off), naturalnie chce sobie to odbić. A warto podkreślić, że od niedawna związał się z nowym agentem, Richem Paulem, który dba również o interesy Jamesa i Tristana Thompsona.

Z 94 mln salary cap, 9 gwarantowanych kontraktów Cavs (bez Jamesa i Smitha) pochłania już 82 mln USD. Dodatkowo nową, 5-letnią umowę wartą 35 mln podpisał Tyronn Lue. Dan Gilbert ma swoje upragnione mistrzostwo, ale jeśli chce, żeby firma kwitła, znów musi sięgnąć po książeczkę czekową.

Odeszli: Matthew Dellavedova, Timofiej Mozgow, Sasha Kaun
Przyszli: Chris Andersen (1 rok, 980 tys. USD), Mike Dunleavy (wymiana z Bulls)

Typ PolskiKosz.pl: 1. miejsce w Konferencji Wschodniej

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Denis Ikovlev - potwierdzenie dużych ambicji Turowa

PLK | 28.07.2016 19:38

Ukrainiec z amerykańskim paszportem podpisał w Zgorzelcu dwuletni kontrakt. Turów zyskał jednego z najlepszych niskich skrzydłowych w PLK.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

30-letni Ikovlev to gracz, który odnajduje się w wielu rolach - może być wiodącym strzelcem, sprawdza się jako dalsza opcja w ataku, może nieźle wspomagać liderów, lubi też zadania defensywne, nieźle spisuje się jako koszykarz, którego zadaniem jest wyłączenie strzelca rywali.

Ikovlev rozegrał w PLK dwa niepełne sezony - w pierwszym, gdy jego Śląsk miał lepszy zespół, rzucał średnio po 9.6 punktu, miał po 4.1 zbiórki oraz 1.4 asysty. W drugim, w którym dołączył do słabszej ekipy z Wrocławia w trakcie rozgrywek, jego średnie wzrosły do 13.9 punktu, 3.4 zbiórki oraz 3.2 asysty. Ikovlev zaliczył kilka bardzo dobrych występów - w zakończonym dogrywką meczu z AZS Koszalin rzucił 33 punkty i zaliczył 5 asyst w pełne 45 minut gry.

Podpisanie kontraktu z Ikovlevem, to kolejny dowód na to, że czołowy zespół ostatniej dekady w PLK, odrodzi się po słabszym sezonie. Nowa umowa z PGE, która według nieoficjalnych informacji ma być warta 6-7 milionów złotych rocznie, coraz silniejszy skład i dalsze transferowe plany Turowa (negocjacje z Davidem Jacksonem i Thomasem Kelatim), tylko potwierdzają rosnące ambicje klubu ze Zgorzelca.

Już widać, że na pozycjach obu skrzydłowych oraz pod koszem, nowy trener, którym ma być Matthias Fischer, będzie miał spore pole manewru - będzie tam i atletyzm, i doświadczenie, które zapewniają Ikovlev, Mateusz Kostrzewski, Kacper Borowski, Kirk Archibeque i Robert Tomaszek. Ważne kontrakty z Turowem mają też Bartosz Bochno, Michael Gospodarek i Michał Marek.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

Pacers i Nuggets zagrają w Londynie

NBA | 28.07.2016 19:19

Fani NBA, jeśli macie jakieś plany na 12 stycznia, lepiej je przełóżcie. Zaklepujcie urlopy w pracy, bukujcie bilety i widzimy się w Londynie. W ramach NBA Global Games Denver Nuggets i Indiana Pacers rozegrają tam tego dnia jeden z meczów sezonu regularnego.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

O planach związanych z corocznym meczem fazy zasadniczej rozgrywanym w Europie NBA poinformowało w czwartek w transmisji ze studia w Londynie przeprowadzonej za pośrednictwem oficjalnego profilu ligi na Facebooku. Tym razem do hali The O2 w stolicy Anglii oddelegowane zostaną Indiana Pacers oraz Denver Nuggets, które zmierzą się tam w czwartek 12 stycznia 2017 roku.

Sprzedaż biletów na to wydarzenie ma ruszyć w okolicach startu rozgrywek 2016/17. Tradycyjnie uwzględniać będzie ono również szereg dodatkowych atrakcji dla fanów jak mecze rozgrywane pomiędzy byłymi gwiazdami, akcje w ramach NBA Cares oraz kliniki koszykarskiej Jr NBA czy strefa kibica m.in. z oficjalnym sklepem i stanowiskami do różnego rodzaju konkurencji, w których okazyjnie biorą udział ambasadorzy ligi, np. Dikembe Mutombo.

Dla obu zespołów będzie to pierwsza w historii wycieczka na Wyspy, ale w sumie będzie to już siódmy mecz sezonu zasadniczego rozegrany przez NBA w Londynie. Do najbardziej emocjonującego dotychczas pojedynku doszło przed rokiem, kiedy można było tam obejrzeć zmagania Toronto Raptors i Orlando Magic. O zwycięstwie zadecydowała wtedy dogrywka, a górą ze starcia wyszła ekipa z Kanady (106:103).

- Jestem szczerze podekscytowany i wdzięczny NBA za umożliwienie nam wyjścia naprzeciw naszym fanom w Londynie – powiedział po upublicznieniu informacji skrzydłowy Pacers, Paul George. – To dla nas świetna okazja, aby zaprezentować się jako zespół i organizacja. Sądzę, że to będzie niezapomniane doświadczenie zarówno dla nas, jak i zgromadzonej publiczności.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Doc Rivers: Transfer Griffina to wymysł blogerów

NBA | 28.07.2016 19:05

Trener Los Angeles Clippers Doc Rivers stanowczo zaprzeczył pogłoskom, jakoby klub szukał wymiany z udziałem Blake’a Griffina. Winą za nie obarczył nawet nie dziennikarzy a blogerów, którzy jego zdaniem nie mają pojęcia, o czym mówią.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Doc Rivers oprócz funkcji trenera pełni także obowiązki dyrektora ds. operacji koszykarskich, więc to do niego należy ostatnie słowo przy jakiejkolwiek decyzji kadrowej. Do teorii mówiącej o tym, że dni Blake’a Griffina w Clippers są policzone, odniósł się bardzo stanowczo, sugerując, że ludzie powinni przestać drążyć temat, bo żadnego tak naprawdę nie ma.

- Po pierwsze, inne kluby nawet już do nas nie dzwonią, bo wiedzą, że nie mamy w tym żadnego interesu – powiedział Adrianowi Wojnarowskiemu przy okazji gościnnego występu w jego podcaście w The Vertical. – To tylko pokazuje, jak dziwne mamy teraz czasy. Każdy teraz twierdzi, że może podpiąć się pod pojęcie „media”. Jest wielu wiarygodnych dziennikarzy, ale są też goście, którzy są po prostu blogerami niemającymi nic wspólnego ze sportem.

Przy okazji Rivers odniósł się bezpośrednio także do najczęściej pojawiającej się plotki mówiącej o przejściu silnego skrzydłowego do Bostonu. Potwierdził, że, owszem, rozmawiał tego lata z generalnym menadżerem Celtics Dannym Aingem i to dwukrotnie, ale tematem ich rozmów miały być odbywające się wówczas turnieje golfowe.

Spekulacje na temat odejścia Griffina z Clippers nasiliły się wraz z kontrowersyjną sytuacją ze stycznia, w której doszło do rękoczynów między nim a członkiem sztabu zajmującym się wyposażeniem, Matiasem Testim. Do spięcia doszło w jednej z restauracji w Toronto, gdzie zespół z LA przyjechał na mecz z Raptors. Zawodnik uderzył Testiego w twarz, przynajmniej dwukrotnie, łamiąc przy tym kość w ręce.

Wtedy został zawieszony na cztery mecze, a na parkiet wrócił dopiero 3 kwietnia. Teraz jednak Clippers dali jednoznaczną odpowiedź na pytanie, która ze stron konfliktu jest dla nich ważniejsza. Od nowego sezonu Tiesti nie będzie już członkiem organizacji, o czym jako pierwszy doniósł w czwartek portal TMZ Sports.

Za rok zarówno Griffin, jak i Chris Paul będą mogli zrezygnować z ostatniego roku kontraktu i przetestować rynek wolnych agentów. Doc Rivers jest święcie przekonany, że atletyczny podkoszowy zostanie w zespole także na rozgrywki 2017/18. Przykłady Kevina Duranta i Dwyane’a Wade’a mówią nam jednak, że w tej lidze, w tym biznesie niczego nie można być pewnym. Zwłaszcza jeśli w nadchodzącym sezonie Clippers znów nie zdołają przebrnąć przed drugą rundę play-off.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Nikola Marković - z Grecji i Eurocup, pod kosz Trefla

PLK | 28.07.2016 12:27

Serb ma 27 lat, 208 cm wzrostu, ostatnio występował w PAOK Saloniki, w którym solidnie prezentował się w lidze greckiej i Eurocup.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Trefl kompletowanie składu na sezon 2016/17 zaczynał od obwodu, pierwszymi graczami byli Anthony Ireland, Artur Mielczarek i Jakub Karolak. Potem przyszła kolej na formację podkoszową - do pozostających w klubie weterana Marcina Stefańskiego oraz dopiero zdobywających doświadczenie Grzegorza Kulki i Jakuba Motylewskiego, dołączył teraz Nikola Marković, który od razu wyrasta na podkoszowego lidera Trefla.

Serb jako junior zdobył mistrzostwo Europy do lat 18, a potem występował w dwóch ligach - serbskiej i greckiej. W ojczyźnie reprezentował KK Beovuk, FMP Zeleznik, BC Radnicki oraz Crvenę Zvezdę. W Grecji grał w KAO Dramas, Panelefsiniakos AOK Eleusina oraz, w minionym sezonie, w PAOK Saloniki.

W lidze greckiej, w której jego klub zajął piąte miejsce, Marković zdobywał średnio po 7.2 punktu oraz 5.0 zbiórki na mecz. Serb występował też w Eurocup, miał tam średnio 8.9 punktu oraz 6.0 zbiórki na mecz. Miał kilka bardzo dobrych występów - z Avtodorem Saratow rzucił 22 punkty, miał 5 zbiórek i 4 asysty, z Limoges - odpowiednio 17, 8 i 4, a z EWE Baskets Oldenburg - 11, 8, 4, a także 3 przechwyty.

Teraz Mirković podpisał roczną umowę z Treflem. - Przez ostatnie trzy sezony w Grecji Nikola co roku wchodził na wyższy poziom, a mocno wierzę, że jego najlepsze momenty kariery są wciąż przed nim – powiedział na klubowej stronie trener Trefla Zoran Martić. – Jego mocną stroną jest wszechstronność, zarówno w ataku, jak i obronie, gdzie jest w stanie bronić rywali z wielu pozycji. Na pewno pomoże nam grać szybko i agresywnie.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Rio: Argentyna - ostatnie tango weteranów

Świat | 28.07.2016 09:49

Nie spodziewamy się efektownego tańca Argentyńczyków - to już nie ten zespół, który 10-12 lat temu był czołową drużyną świata. W Rio zobaczymy jego zmierzch.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Po co jadą? By odtańczyć ostatnie tango w składzie ze znanymi zawodnikami, a nawet gwiazdami NBA. Tylko że wielkość tych graczy, to już niestety przeszłość - Manu Ginobili ma 38 lat, Luis Scola i Andres Nocioni - po 36, a Carlos Delfino - 33. Każdy z nich zbliża się do końca kariery, coraz częściej jest cieniem klasowego gracza ze światowych turnieju w pierwszej dekadzie XXI wieku. A ich następców w kadrze Sergio Hernandeza nie widać.

Ostatnie cztery lata: 4. miejsce na igrzyskach w Londynie w 2012 roku (w półfinale ulegli Amerykanom, w meczu o brąz - z Rosją); 11. miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii w 2014 roku; brązowy medal w mistrzostwach Ameryk w 2013 roku, srebro na tym turnieju w 2015 roku.

Gwiazda: Manu Ginobili, wciąż. W San Antonio Spurs jego rola z sezonu na sezon spada, w reprezentacji nie było go na MŚ w Hiszpanii oraz dwóch ostatnich turniejach o mistrzostwo Ameryk. Ginobili zapowiadał, że w reprezentacji na 98% już nie zagra, ale w marcu zmienił zdanie. Bez ryzyka można stwierdzić jednak, że to jego ostatnie igrzyska - czy doświadczenie, kontrolowane szaleństwo i wszechstronność da Argentynie dodatkowy błysk w Rio?

Uwaga na: Gabriel Deck - może to on będzie nową gwiazdą Argentyńczyków? 21-letni skrzydłowy mierzący 201 cm wzrostu błyszczał w rozgrywkach młodzieżowych, był królem strzelców mistrzostw świata do lat 17 w 2012 roku, zdobywając średnio po 22.0 punktu w meczu, przy 67% skuteczności za 2. Ale już na Nike Hoop Summit w Portland w 2013 roku Deck nie błyszczał. Może igrzyska będą dla niego szansą na pokazanie się w poważnej koszykówce?

Brakujący element: Atletyzm. Argentyńczyków można cenić za ogromne doświadczenie, wszechstronność, zgranie i atmosferę, ale od rywali - USA, ale też Francji, Australii, Serbii czy Litwy - mogą odstawać pod względem szybkości, skoczności, siły. Nawet wspomniany Deck, nadzieja młodszego pokolenia, nie jest pod tym względem kozakiem.

Skład – rozgrywający: Facundo Campazzo, Nicolas Laprovitolla; rzucający: Manu Ginobili, Nicolas Bruttino; niscy skrzydłowi: Carlos Delfino, Andres Nocioni, Gabriel Deck, Patricio Garrino; wysocy skrzydłowi: Luis Scola, Leo Mainoldi; środkowi: Roberto Acuna, Marcos Delia; trener: Sergio Hernandez

Typ PolskiKosz.pl: rozczarowujące dla Argentyńczyków piąte miejsce, czyli brak awansu do ćwierćfinału. Hiszpania, Litwa, ale także Brazylia oraz grająca bez presji Chorwacja będą zbyt trudnymi rywalami dla Argentyny, a wygrana z Nigerią niczego drużynie Hernandeza nie da.

Terminarz grupy B:
7 sierpnia: Brazylia – Litwa, Chorwacja – Hiszpania, Nigeria – Argentyna
9 sierpnia: Hiszpania – Brazylia, Nigeria – Litwa, Argentyna – Chorwacja
11 sierpnia: Brazylia – Chorwacja, Nigeria – Hiszpania, Litwa – Argentyna
13 sierpnia: Argentyna – Brazylia, Litwa – Hiszpania, Chorwacja – Nigeria
15 sierpnia: Nigeria – Brazylia, Hiszpania – Argentyna, Litwa – Chorwacja

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons

ME U18: Polska powalczy o awans w Skopje

Młodzież | 28.07.2016 08:17

W piątek walkę w ME U18 dyw. B rozpocznie kadra Polski. Stawką jest powrót do dywizji A – cel jak najbardziej do osiągnięcia, ale na podstawie zakończonych niedawno ME U20 widać, że nie będzie łatwo.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

W Skopje podopieczni trenera Andrzeja Kierlewicza zagrają kolejno z Węgrami (piątek, 16:30), Bułgarią (sobota, 14:15), Cyprem (niedziela, 12:00), Macedonią (wtorek, 18:45) oraz Irlandią (środa, 21:00). Jeśli zajmą jedno z dwóch pierwszych miejsc w grupie, w piątek zagrają w ćwierćfinale. Aby awansować, muszą znaleźć się w najlepszej trójce turnieju.

Polacy jadą do Macedonii z jasnym i oczywistym celem, jakim jest powrót do grona najlepszych. Jednak przykład ME U20 (awans m.in. Islandii kosztem Chorwacji) pokazuje, że nie musi być to zadanie łatwe. Dywizja B powoli przestaje być tylko wstydliwym zaściankiem europejskiej koszykówki, a coraz bardziej zaczyna przypominać ciężki turniej eliminacyjny.

Nasi juniorzy nie stoją oczywiście na straconej pozycji. Skład nie jest może wybitnie utalentowany czy ograny (tylko Mateusz Szczypiński zaliczał epizody w PLK), ale zgrany i dość wyrównany. Dość powiedzieć, że do turniejowej dwunastki nie załapali się wyróżniający zawodnicy finałów mistrzostw Polski, jak Tomasz Żeleźniak czy MVP całych zawodów – Michał Jędrzejewski.

W sparingach Polacy wygrywali m.in. z Czechami, Słowakami czy Bułgarami. Wyjście z grupy jest absolutnym obowiązkiem, a najważniejsze mecze przyjdą pod koniec przyszłego tygodnia.

Rozgrywający: Jakub Kobel, Łukasz Kolenda, Jakub Musiał

Rzucający: Mateusz Szczypiński, Dominik Wilczek

Niscy skrzydłowi: Daniel Gołębiowski, Dominik Rutkowski

Silni skrzydłowi: Mikołaj Kurpisz, Bartłomiej Pietras, Olaf Wysocki

Środkowi: Adrian Bogucki, Michał Jodłowski

Sztab trenerski: Andrzej Kierlewicz, Marcin Kloziński, Wojciech Rogowski, Tobiasz Grzybczak, Jacek Hernik

Michał Świderski, @miswid, PolishHoops.pl

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Chicago Bulls 2016/17 – Dwyane Wade ma coś do udowodnienia

NBA | 28.07.2016 07:56

Z pierwszej piątki, która w 2013 roku dotarła do półfinału konferencji, w Chicago został już tylko Jimmy Butler. Bez Derricka Rose’a, Pau Gasola i Joakima Noah, ale za to z Rajonem Rondo i Dwyanem Wadem będzie on teraz walczył o powrót do play-off.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Najważniejsza zmiana: W Chicago wydarzyło się tego lata naprawdę sporo. Pierwszą poważną zmianą było wytransferowanie Derricka Rose’a i jego tłustego kontraktu do New York Knicks. Potem w ślad za nim poszedł także Joakim Noah, któremu nie podobała się nowa rola w strategii trenera Freda Hoiberga. Jego miejsce w szeregach „Byków” zajmie teraz Robin Lopez, który był jednym z elementów wymiany z udziałem Rose’a. Odszedł również Pau Gasol, który wybrał ofertę Spurs.

I kiedy wydawało się, że pierwszym rozgrywającym ekipy z United Center będzie Jose Calderon, niespodziewanie podpisano kontrakt z Rajonem Rondo. Chwilę później natomiast ten pierwszy w ogóle znalazł się poza składem, gdyż Bulls musieli zrobić miejsce w salary cap dla innego wolnego agenta, Dwyane’a Wade’a, który sfrustrowany tym, jak za jego lojalność odpłacali mu się Heat, postanowił przenieść swoje talenty do rodzinnego miasta, sprawiając tym samym jeszcze większą sensację niż przeprowadzka Kevina Duranta do Oakland.

Jego będziemy oglądać:
Rajon Rondo – o ile ze gotowości Wade’a do zmian barw klubowych po prostu nie wypadało „Bykom” nie skorzystać, to zatrudnienie trudnego w obyciu rozgrywającego wiąże się ze znacznie większym ryzykiem. Jego kontrakt gwarantowany jest jednak tylko na pierwszy rok (drugi zawiera klauzulę obustronnej opcji), dlatego to na niego największą uwagę zwrócić powinni działacze oraz kibice drużyny ze stanu Illinois w nadchodzącej kampanii.
Indywidualnie Rondo ma za sobą bardzo dobre rozgrywki w barwach Sacramento Kings. Wyraźnie odbudował się po rozczarowujących ostatnich latach z Celtics, okupionych kilkoma kontuzjami, w tym zerwanym ACL, i pełnym sprzeczek z trenerem Rickem Carlislem sezonie spędzonym w Dallas.

W 72 meczach notował średnio 11,9 pkt., najlepsze w karierze (obok kampanii 2011/12) 11,7 as., 6 zb. i 2 prz. Co ciekawe, trafił też 62 ze 170 oddanych rzutów z dystansu, co dało mu życiowe 36,5% skuteczności. To tylko dwie celne trójki mniej od Butlera, który przez cały sezon oddał aż 35 rzutów więcej!

Nie znaczy to oczywiście, że nagle zacznie rzucać jak Stephen Curry, ale wyraźnie się w tym elemencie poprawił. To duży plus. To, co fanom może spędzać sen z powiek, to jego postawa w obronie. Od kilku już lat nie jest pod tym względem graczem wybitnym i jeśli Butler oraz inni zawodnicy będą musieli za niego dodatkowo zasuwać pod bronionym koszem, to te wszystkie asysty, które będzie kolekcjonował w meczowych protokołach, znacznie stracą na wartości.

Pozostaje jeszcze oczywiście pytanie, jak on, Butler i Wade podzielą miedzy siebie piłkę? Zaraz po podpisaniu umowy pokornie twierdził, że jest w pełni świadomy, iż to drużyna Jimmy’ego i chce jedynie pomóc mu w wygrywaniu. Jakoś będą więc musieli się dogadać.

Nie uwierzycie, ale…

Chicago Bulls wygrali Ligę Letnią w Las Vegas. Wygrali przy tym wszystkie siedem rozegranych meczów. W spotkaniu finałowym błysnął natomiast wybrany przez nich z 14. numerem tegorocznego draftu Denzel Valentine, który dwoma celnymi rzutami zza łuku najpierw zapewnił swojej drużynie remis na miarę dogrywki, a pięć minut później równo z końcową syreną przypieczętował zwycięstwo 84:82.

Na przestrzeni całego turnieju w stolicy hazardu brylował z kolei drugoroczniak Bobby Portis. Biorąc pod uwagę graczy, którzy wystąpili w przynajmniej siedmiu spotkaniach, był trzecim strzelcem zawodów ze średnią 17,3 pkt. i 49-procentową skutecznością z gry (42% z dystansu). Co mecz dokładał także 9,4 zbiórki, co okazało się trzecim najlepszym rezultatem (obok Cheicka Diallo z Pelicans), tym razem uwzględniając już całą stawkę.

Odeszli: Derrick Rose, Pau Gasol, Joakim Noah, Aaron Brooks, Mike Dunleavy, Justin Holiday, E’Twaun Moore
Przyszli: Dwyane Wade (2 lata, 47,5 mln USD), Rajon Rondo (2 lata, 28 mln USD), Isaiah Canaan (2 lata, 2,2 mln USD), Robin Lopez i Jerian Grant (wymiana z Knicks), Denzel Valentine oraz Paul Zipser (14. i 48. numer draftu)
Typ PolskiKosz.pl: 7. miejsce w Konferencji Wschodniej

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Rio: Nigeria - Al-Farouq Aminu chce medalu

Świat | 27.07.2016 17:02

Al-Farouq Aminu z Portland Trail Blazers jest do tego stopnia podekscytowany wyjazdem do Rio de Janeiro, że mówi nawet o walce o medal. Najpierw trzeba jednak wyjść z grupy - i to bardzo trudnej: z Hiszpanią, Litwą, Brazylią, Argentyną i Chorwacją.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Po co jadą? Jak już wspomnieliśmy, jeden z braci Aminu jedzie do Rio po medal. Ale tak na poważnie - Nigeryjczycy robią drugie podejście do turnieju olimpijskiego i tym razem spróbują po prostu wygrać więcej niż jedno spotkanie. A wcale nie będzie o to łatwo, bo mając w grupie Hiszpanię, Litwę, Chorwację, Brazylię i Argentynę, aby wyjść z grupy, musieliby pozostawić w tyle przynajmniej te dwie ostatnie drużyny.

Ostatnie cztery lata: w 2012 roku Nigeryjczycy debiutowali na igrzyskach w Londynie i zaczęli nieźle, bo od zwycięstwa z reprezentacją Tunezji. Był to jednak ich jedyny triumf na turnieju, a ostatecznie sklasyfikowani zostali na 10. miejscu. W 2015 roku po raz pierwszy w historii wygrali mistrzostwa Afryki, dzięki czemu uzyskali bezpośrednią kwalifikację do Rio.

Gwiazda: Al-Farouq Aminu i Festus Ezeli. W składzie jest kilku graczy ocierających się o najlepszą koszykarską ligę świata, ale tylko oni mają w NBA pewną posadę, a ten drugi rok temu z Golden State Warriors zdobył nawet mistrzowski pierścień. Od nowego sezonu reprezentować będą barwy tego samego klubu – Portland Trail Blazers. W głównej mierze to właśnie od nich zależeć będą losy drużyny narodowej na imprezie w Brazylii.

Uwaga na: Chambarlain Oguchi ma za sobą rozczarowujący sezon w barwach Anwilu Włocławek, ale trzeba pamiętać, że to on został MVP wygranego przez Nigerię AfroBasketu, w którym na przestrzeni 7 spotkań trafił w sumie 30 rzutów z dystansu. Ale kadra amerykańskiego trenera Willa Voigta skrywa jeszcze inne skarby, które mogą w Rio błysnąć, jak chociażby Ekpe Udoha – ważną postać w docierającym w minionym sezonie do finału Euroligi Fenerbahce Stambuł.

Brakujący element: centymetry i alternatywa dla punktów z dystansu. Poza Ezelim (211 cm) najwyższy zawodnik w zespole mierzy 208 cm wzrostu i w konfrontacji z takimi podkoszowymi jak Jonas Valanciunas, Pau Gasol czy Nene może to być dla Nigeryjczyków poważnym problemem. Podobnie jak nadmierne zamiłowanie do rzutów z dystansu. Zbyt często opierają oni swoją grę tylko na tym właśnie elemencie i gdy, mówiąc kolokwialnie, „nie siedzi”, przestają być efektywni.

Skład – nie został jeszcze ostatecznie ustalony. W szerokiej kadrze figuruje w sumie 28 nazwisk - rozgrywający: Michael Umeh, Ben Uzoh, Josh Akognon, Folarin Campbell, Mfon Udofia; rzucający: Champarlain Oguchi, Ebi Ere, Abubakar Usman, Derrick Obasohan, David Nwaelele, Stanley Gumut, Michael Gbinije; niscy skrzydłowi: Al-Farouq Aminu, Thanasis Antetokounmpo, Jamal Olasewere, Stan Okoye; silni skrzydłowi: Ike Diogu, Olaseni Lawal, Suleiman Braimoh, Alade Aminu, Ekpe Udoh, Andy Ogide, Ike Ofoegbu, Trevor Mbakwe, Ekene Ibekwe, Suleiman Braimoh; środkowi: Festus Ezeli, Olumide Oyedeji. Trenerem jest Will Voigt.

Typ PolskiKosz.pl: Ostatnie miejsce w grupie B. Nigeryjczycy są zmotywowani - wygrali mistrzostwa kontynentalne i zebrali najlepszy możliwy skład. Ale w starciach z Brazylią, Argentyną czy Chorwacją faworytami nie będą. Te zespoły mają swoje problemy i daleko im do czasów świetności, ale to wciąż drużyny grające przede wszystkim znacznie mądrzejszą koszykówkę niż reprezentanci Afryki. Niespodzianki się nie spodziewamy.

Terminarz grupy B:
7 sierpnia: Brazylia – Litwa, Chorwacja – Hiszpania, Nigeria – Argentyna
9 sierpnia: Hiszpania – Brazylia, Nigeria – Litwa, Argentyna – Chorwacja
11 sierpnia: Brazylia – Chorwacja, Nigeria – Hiszpania, Litwa – Argentyna
13 sierpnia: Argentyna – Brazylia, Litwa – Hiszpania, Chorwacja – Nigeria
15 sierpnia: Nigeria – Brazylia, Hiszpania – Argentyna, Litwa – Chorwacja

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>
 

Stal skompletowała obwód - strzelbą będzie Porter Troupe

PLK | 27.07.2016 14:18

33-letni leworęczny Amerykanin, który ostatnio grał w lidze rumuńskiej, powinien być największym zagrożeniem Stali na obwodzie.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Porter Troupe ma 196 cm wzrostu i może występować zarówno na pozycji rzucającego, jak i niskiego skrzydłowego. Tym samym trener Stali Zoran Sretenović ma już całą formację obwodową - za rozgrywanie będzie odpowiadał Aaron Johnson, którego zmiennikiem będzie zapewne Tomasz Ochońko. Na pozycji nr 2 występować będzie właśnie Troupe, a w przypadku, gdy Amerykanin zostanie przesunięty na “trójkę”, jako rzucający może grać Kamil Chanas. Piątym graczem obwodowym będzie Mateusz Zębski.

Tropue nie ma CV, w którym widnieją dobre uczelnie lub silne ligi europejskie - grał na uczelniach Portland oraz Warner Pacific College, potem występował w Libanie, na Cyprze oraz w Rumunii. W minionym sezonie w zespole CS Energia zdobywał średnio 13.1 punktu, miał po 2.9 zbiórki oraz asysty, a po przeniesieniu się do Steauy CSM rzucał po 16.0 punktu, miał po 3.1 asysty. Występował też w FIBA Europe Cup w barwach CS Energia - w 12 meczach notował po 16.2 punktu oraz 4.3 asysty.

Troupe umie zagrać efektownie, dobrze czuje się z piłką, jako zawodnik, który kreuje własne akcje, wchodzi pod kosz. Potrafi też rzucić z dystansu. W lidze rumuńskiej dwukrotnie grał w Meczu Gwiazd, w 2016 roku został nawet MVP tego spotkania.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Amar’e Stoudemire - emeryt z New York Knicks

NBA | 27.07.2016 13:44

Podpisać niegwarantowany kontrakt z Knicks tylko po to, żeby przejść na emeryturę jako członek ich organizacji? Taki sposób na opuszczenie NBA wybrał sobie Amar’e Stoudemire. My jednak nie zapamiętamy go z Knicks, tylko z dwójkowych akcji ze Stevem Nashem.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Amar’e Stoudemire podpisał we wtorek niegwarantowane i - jak się później okazało - jednodniowe porozumienie z Knicks. Celem takiego zabiegu była możliwość zakończenia kariery jako zawodnik drużyny z Nowego Jorku. 33-letni podkoszowy o swojej decyzji poinformował za pośrednictwem oficjalnego oświadczenia wydanego przez klub:

Chciałbym podziękować Panu Dolanowi, Philowi (Jacksonowi) i Steve’owi (Millsowi) za podpisanie ze mną umowy, abym mógł oficjalnie przejść na emeryturę jako gracz New York Knicks. Przybyłem do Nowego Jorku w 2010 roku, aby pomóc w ożywieniu tego klubu i właśnie to zrobiliśmy. Carmelo (Anthony), Phil i Steve muszą teraz dokończyć zadanie. Z wzmocnieniami dokonanymi tego lata zespół znów ma potencjał na play-off. Choć moja kariera zaprowadziła mnie w różne miejsca na przestrzeni całego kraju, moje serce zawsze pozostawało w „Wielkim Jabłku”. Once a Knick, Always a Knick” – tego ostatniego zwrotu nie ma sensu tłumaczyć.

Stoudemire po zakończeniu kariery chce być kojarzony z Knicks. Jego prawo, choć nie da się ukryć, że swoje najlepsze lata spędził w Phoenix Suns. To oni wybrali chłopaka prosto ze szkoły średniej z 9. numerem w drafcie 2002. To w ich barwach zgarnął statuetkę dla najlepszego debiutanta, trzykrotnie docierał do finałów Konferencji Zachodniej i pięć razy wybierany był do Meczu Gwiazd (potem jeszcze raz po przejściu do Knciks).

Po przeprowadzce do Nowego Jorku w 2010 roku rozegrał jeszcze jeden świetny sezon, w którym notował średnio 25,3 pkt., 8,2 zb. i 1,9 bl. Kolejne lata to już jednak istna plaga kontuzji trapiących jego kruche kolana. Począwszy od rozgrywek 2011/12 opuszczał kolejno 35, 53, 17, 23 i 30 spotkań sezonu zasadniczego.

W ostatniej kampanii reprezentował barwy Miami Heat, ale jego rola została ograniczona do niespełna 15 minut na mecz w 59 meczach fazy zasadniczej i raptem 9 w play-off. Na przestrzeni całej kariery może pochwalić się średnimi na poziomie 18,9 pkt., 7,8 zb. i 54% skuteczności z gry.

Nie wiadomo jeszcze, czy definitywnie zamierza zrezygnować ze sportowej aktywności. Według Marca Steina z ESPN zawodnik otrzymał już lukratywną propozycję z ligi chińskiej. Istnieje też możliwość, że dołączy do izraelskiego zespołu Hapoel Jerozolima, którego jest współwłaścicielem. Póki co zamierza odpocząć i dać sobie trochę czasu, zanim zdecyduje, czy w ogóle będzie jeszcze zawodowo grać w kosza. Na parkietach NBA spędził 14 sezonów.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj na igrzyskach >>

Fot. Wikimedia Commons

Najciekawsze tweety